zagazowaną Nexią w wersji kapelusznik...
Oto moja historia:
Nadeszły mrozy, zaobserwowałem większe spalanie. Normalnie w mieście
samochód mieścił się w 8,5-9 litrach, ostatnie tankowanie wykazało prawie
11;-)
Jako że miałem pewne podejrzenia i "lubię wiedzieć" zrobiłem mały
eksperyment - zacząłem inaczej obchodzić się z.....nagrzewnicą.
W zimie moje kursy to bardzo często 2-5km, kilkugodzinny postój i powrót.
Dodam, że ogrzewanie mam nonstop ustawione na full.
Postanowiłem poeksperymentować z pokrętłem:
- na krótkich trasach w ogóle zrezygnowalem z ogrzewania - pokrętło
ustawione na polu niebieskim. Nikt na tym nie tracil, gdyż przez 2-3 km
silnik i tak nie by nie był w stanie ogrzac pasażerów. Jednak wskazówka
temp na desce wspinała się zdecydowanie szybciej.
- na dłuższych trasach, podczas których miałem zamiar już grzać, robiłem
inaczej. Pierwsze kilka km ogrzewanie na 0 i obserwacja... Gdy tylko
wskazówka docierała w pozycję NORMAL - włączałem ogrzewanie.
Odnotowałem, że NORMAL pojawiał się już w połowie dystansu, jaki do tej
pory był mi potrzebny na osiagnięcie tego stanu. Zysk oczywisty;
Przy kolejnym tankowaniu moje podejrzenia sie potwierdziły: grzanie od
startu kosztuje mnie prawie 2 literki/ 100km;
To tyle.